niedziela, 4 października 2009

2. Wpis cokolwiek nieszczęśliwy

Próbuje znaleźć w sobie optymizm, ale idzie mi to opornie. I nie jest to bynajmniej opór materii. Czuję się nieszczęśliwa. Tak w miłości nieszczęśliwa. Moje życie jest w porządku pomijając tę jedną jedyną kurwa kwestię - uczucia. Lokuję je bardzo nieszczęśliwie. Albo w ogóle nie lokuję. Jestem teraz w trakcie przemyśleń nad pozytywami bycia tą drugą. Jak szybko nie przekonam siebie samej o ich braku (tylko jak zrezygnować z takiego seksu) to może być to dla mnie już tylko jedyna słuszna droga. A tego bym nie chciała.
Moja tendencja do zachować cokolwiek służalczych łazi za mną, jak smród po gaciach. I generuje problemy. W sobotę udało mi się wyłgać, ale nie wiem, jak długo dam radę.
Kurcze niech się stanie coś, co zrzuci na dalszy plan historię z R. Niech się pojawi ktoś, kto zajmie mi myśli skutecznie i na zawsze. Albo chociaż prawie zawsze. Niech K. zacznie dostrzegać nieco więcej, niż czubek własnego nosa.
Niech ja się w końcu zakocham z wzajemnością, chociaż na chwilę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz