Wygadałam się Ewelinie na temat R. Chyba źle zrobiłam, bo trochę ją to przerosło. Tzn mi pomogło, ale ona zaczęła się martwić. Dziś zadzwoniła z informacją, że nie mogła spać i myślała o mnie i chciała się upewnić, że wiem, co robię. Jak bym wiedziała, co robię, to nigdy nie wpakowałabym się w takie gówno. A teraz tak brnę, odganiając od siebie dręczące mnie poczucie zdrowego rozsądku, które niczym brzęcząca mucha lata wokół i przypomina o swoim nieznośnym istnieniu. To jest wygodne, miłe, pobudza wyobraźnię i podbudowuje własne ego, ale nie prowadzi do niczego, ale to niczego konstruktywnego, ani ważnego. I to już wiem. I paradoksalnie dotarło to do mnie właśnie wtedy, gdy zdecydowałam się ujawnić światu tę tajemnicę i powiedzieć o wszystkim Ewelinie.
Może to będzie, jakże spektakularny, początek końca? Zobaczymy...
Może to będzie, jakże spektakularny, początek końca? Zobaczymy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz